,,Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym”, czyli droga Justyny Kowalczyk podczas igrzysk olimpijskich

Justyna Kowalczyk
Foto: tapeteos.pl

Tyle determinacji, zadziorności i woli walki nie ma żadna inna zawodniczka na świecie. Tyle medali olimpijskich zdobytych na zimowej olimpiadzie nie ma żaden inny polski sportowiec. Już podczas debiutu w 2006 roku w Turynie zdobyła swój pierwszy krążek, z Vancouver przywiozła aż trzy medale, zaś w Soczi dokonała czegoś niesamowitego.

Mowa oczywiście o najlepszej polskiej biegaczce narciarskiej na przestrzeni wieków – Justynie Kowalczyk. To ona rozsławiła w Polsce narciarstwo biegowe. To ona dokonała czegoś niesamowitego. To ona powodowała, że po naszych policzkach wielokrotnie spływały łzy wzruszenia, a na naszych ustach widniał szeroki uśmiech spowodowany ogromną radością i dumą z jej triumfów. Zawsze uśmiechnięta, pogodna, a przede wszystkim szczera do bólu. Umie przyznać się do błędu, wziąć winę na siebie. To zawodniczka, która na zawsze zostanie w naszej pamięci, szczególnie dzięki swoim sukcesom, ale przede wszystkim cudownej osobowości.

Dzisiejszy start na igrzyskach w Pjongczangu na dystansie 30 km stylem klasycznym był ostatnim startem Justyny Kowalczyk na igrzyskach olimpijskich. Zajęte przez nią 14. miejsce nie jest wielką tragedią, ale godnym prawdziwej mistrzyni pożegnaniem z igrzyskami. Czy Pjongczang zapadnie Justynie w pamięci? Myślę, że nie, ale za to po przedniejsze starty na olimpiadach na pewno. Przeanalizujmy wielkie osiągnięcia polskiej królowej zimy na igrzyskach.

TURYN 2006 – 30 KILOMETRÓW STYLEM DOWOLNYM (brązowy medal)

To pierwszy start na igrzyskach olimpijskich Justyny Kowalczyk. Młodziutka 23-latka, z którą… praktycznie nikt się nie liczył‚, podczas swojego debiutu olimpijskiego dokonała niesamowitej rzeczy. Miesiąc przed igrzyskami po raz pierwszy stanęła na podium Pucharu Świata. W Turynie to właśnie na 10 km klasykiem miała zaskoczyła‡ wszystkich, jednak ostatecznie Polka nie ukończyła biegu. To czego dokonała na 30 km łyżwą było pewnego rodzaju sensacją, gdyż styl dowolny to nie jej bajka. Dzięki swojej potężnej woli walki i determinacji na finiszu wywalczyła brązowy krążek. Wówczas wygrała Czeszka Katerina Neumannova, a na drugim miejscu uplasowała się Rosjanka Julija Czepałowa. Na rozstrzygający finisz Polka wjechała jako pierwsza, jednak w bezkroku minimalnie lepsze były jej starsze rywalki.

VANCOUVER 2010 – SPRINT STYLEM KLASYCZNYM (srebrny medal)
Doświadczenie zdobyte w Turynie przełożyło się na kapitalny występ podczas olimpiady w Kanadzie. To punkt kulminacyjny kariery biegaczki z Kasiny Wielkiej. Do Vancouver pojechała już z większym dorobkiem: medalem olimpijskim, dwukrotnym mistrzostwem świata oraz zdobytym Pucharem Świata. Na 10 km ,,znienawidzoną” łyżwą zajęła bardzo dobre 5. miejsce, jednak apetyt Justyny nie był do końca złagodzony. W sprincie klasykiem było już dużo lepiej. Kowalczyk zajęła 2. miejsce i zdobyła srebrny medal. Lepsza była od niej tylko Marit Bjoergen – nieznacznie lepsza.
VANCOUVER 2010 – BIEG ŁĄCZONY NA 15 KILOMETRÓW (brązowy medal)
Przed kolejnym startem na kanadyjskich igrzyskach Justyna Kowalczyk była wymieniana wśród głównych kandydatek do złota. Swoje dwa z trzech pierwszych zwycięstw w Pucharze Świata odniosła właśnie na tym dystansie. Podczas rywalizacji olimpijskiej Polka zajęła 3. miejsce. Po fantastycznej walce przegrała z pierwszą Norweżką Marit Bjoergen oraz drugą Szwedką Anną Haag. Kowalczyk na finiszu stoczyła kapitalny bój z Kristin Stormer Steirą, która pokonała o 0,01 sekundy.
VANCOUVER 2010 – 30 KILOMETRÓW STYLEM KLASYCZNYM (złoty medal)
Na ten moment czekała cała Polska oraz sama biegaczka. Ten finisz śni nam się po nocach. Niejeden Polak wówczas wstał z kanapy i chciał biec z Justyną, by dodać jej sił. Na zakończenie igrzysk w Vancouver Justyna Kowalczyk na koronnym dystansie w swoim ukochanym stylu sięgnęła po raz pierwszy w karierze po mistrzostwo olimpijskie. Przebiegnąć na pełnych obrotach 30 kilometrów i stoczyć finisz na ostatnich metrach, który przesądzi o mistrzostwie olimpijskim? Niemal niemożliwe, jednak dla tych dwóch biegaczek. Ostatecznie Polka wyprzedziła Marit Bjoergen o 0,3 sekundy!
SOCZI 2014 – 10 KILOMETRÓW STYLEM KLASYCZNYM (złoty medal)
Przed igrzyskami w Soczi niemal nikt nie wierzył w to, że Justyna Kowalczyk będzie w stanie wywalczyć jakikolwiek medal. Problemy osobiste, urazy, a przede wszystkim pęknięta stopa… Jednak Polka stanęła na starcie. Na początek zaczęła od wysokiego 6. miejsca w biegu łączonym, po którym okazało się, że Kowalczyk ma pękniętą kość śródstopia. Wydawało się, że po prostu biegaczka wróci do Polski, bo przecież nikt z pękniętą kością nie biega, prawda? Otóż nieprawda! Ta dziewczyna ma w sobie więcej samozaparcia oraz determinacji od niejednego siłacza czy kulturysty. Przed startem powiedziała: ,,Albo wygram, albo zdechnę”. Jak zwykle szczera do bólu. Nie zdechła – WYGRAŁA. Na każdym punkcie pomiarowym była najlepsza. Drugie miejsce wówczas zajęła Charlotte Kalla, a brązowy medal wywalczyła Therese Johaug. Rywalki na podium patrzyły na Polkę z uznaniem.
Ktoś powie, że to wszystko to już tylko historia i nie ma do czego wracać. Jednak moim zdaniem warto do tego wracać, ponieważ to, co dokonała i zrobiła Justyna jest nie do opisania, a nam kibicom daje ogromną radość i powód do dumy, że możemy być świadkami tworzenia się pięknej historii. Co dalej? Nie wiadomo… To prawdopodobnie ostatnie igrzyska dla Justyny Kowalczyk, jednak jasnej deklaracji jeszcze nie mamy. Co się kończy, a coś zaczyna. Przed nami nowa przyszłość, której kompletnie nie znamy, jednak jedno jest pewne – JUSTYNKO KOCHAMY CIĘ I DZIĘKUJEMY!

  • Źródło: własne
Share Button

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*