Wybitny trener lekkoatletyczny testował doping na swoich zawodnikach?!?

Alberto Salazar – doskonały trener lekkoatletyczny – miał przez wiele lat nieskazitelną opinię. Wszystko zmieniły publikacje angielskiej gazety „Sunday Times”, która twierdzi, że 58-latek miał testować doping na swoich zawodnikach. Podejrzany jest m.in. wybitny biegacz długodystansowy Mo Farah, złoty medalista z Londynu i Rio.

Problemy trenera rozpoczęły się w momencie ujawnienia dokumentów przez rosyjskich hakerów, którzy włamali się m.in. na serwery Światowej Agencji Antydopingowej (WADA). W aktach organizacji znaleziono nieopublikowane jeszcze raporty mówiące o tym, że Salazar testował niedozwolone substancje na swoich zawodnikach oraz próbował obchodzić przepisy antydopingowe manipulując dawkami i terminem ich podawania. Testy miały odbywać się na obozie Oregon Project, który organizowany jest przez firmę… Nike.

Podopiecznymi amerykańskiego trenera są m.in. jego rodak Galen Rupp oraz brytyjski biegacz długodystansowy Mo Farah. Ten drugi jest podwójnym złotym medalistą z igrzysk w Londynie i Rio, a pierwszy w obydwu imprezach wywalczył odpowiednio srebro i brąz. To właśnie tym lekkoatletom podawano zwiększone dawki L-karnityny.

W sprawie pojawiają się nowe doniesienia. Oskarżony został także jeden z doktorów pracujących w centrum Nike Oregon Project – Jeffrey Brown. To właśnie on miał fałszować wyniki badań medycznych przesyłanych do WADA. Znaleziono m.in. kilka notatek, które wskazują na modyfikacje parametrów w przeprowadzanych badaniach oraz szczegółowe zapisy substancji podawanych poszczególnym sportowcom.

Podejrzanym nie pomaga także dobra znajomość z Lancem Armstrongiem. W jednym z sms-ów wysłanych do jednego z najsłynniejszych dopingowiczów znaleziono m.in. dawki zalecane do zastrzyków z L-karnityną.

Salazar, Rupp i Farah odcięli się od zarzutów. Szkoleniowiec zapewnił, że zawsze był przeciwny stosowaniu dopingu, ale nie skomentował doniesień BBC


  • Źródło:www.sport.tvp.pl
Share Button

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*