The Special One


Warning: Illegal string offset 'filter' in /home/platne/serwer14838/public_html/wp-includes/taxonomy.php on line 1489

Część z czytających będzie się ze mnie śmiała, część mnie przeklnie, jakaś grupa wyśmieje, ale wiem, że znajdą się także gorliwi obrońcy tego, co powiem. 

Najpierw postawię pytania.

Kto jest tak naiwny, by twierdzić, że Jose Mourinho nie poradzi sobie w Manchesterze United?

Czy wierzycie, że Pep Guardiola i jego zawodnicy zdominują najwyższą klasę rozgrywkową w Anglii?

Kto tak wcześnie mianował Conte i Chelsea mistrzem?

Czy nie uważacie, że Jurgen Klopp może zaskoczyć wszystkich i przywrócić panowanie na Wyspach staremu królowi, którego zdetronizował SAF? Ten król jednak żyje i zbiera dzielnych żołnierzy pod przywództwem jednego z największych generałów współczesnej piłki.

        Od prawie dwudziestu lat fascynuję się footballem. Widziałem różne rzeczy, wielu piłkarzy, narodziny piłkarskich legend, zmierzch bogów, brutalne faule, zwycięstwa kopciuszków i generację dzieci Sir Alexa Fergusona i nic mnie już nie zaskoczy, a już na pewno nie słaby start ManUtd pod wodzą Jose.

     Znam tego trenera od lat i wiem, że czego by się nie dotknął to i tak zamieni to w przysłowiowe złoto. Zaczynał karierę od pierwszych szczebli w drabinie, w przeciwieństwie od ubóstwianego przez media Pepa. Zaczynał jako asystent w Estreli Amadora, a następnie w FC Porto. Po jakimś czasie przeniósł się do FC Barcelony i został tłumaczem trenera sir Bobby’ego Robsona. Zbierał również doświadczenie u boku Louisa Van Gaala. W roku 2000 wrócił do Portugalii, by podjąć pracę już jako pierwszy szkoleniowiec. W sezonie 2002 przyłączył się do FC Porto i dalszą historię znamy doskonale.

   W swojej karierze zaliczył dosłownie kilka wpadek. Dwukrotnie pożegnał Chelsea Londyn. Za pierwszym razem z powodów znanych przede wszystkim prezesowi The Blues. Za drugim, ponieważ podzielił szatnię, jak to ma w zwyczaju, ale czy to coś złego? Casillias w Realu był legendą, to fakt, ale czy ktokolwiek może być ważniejszy od klubu? W Londynie piłkarze widocznie mieli dość narzucania rygoru i grali na spuszczenie MOU, takie rzeczy się zdarzały i zdarzać będą, szczególnie silnorękim osobowościom, a Portugalczyk z pewnością taką jest.

  Nie wiem, jak można w ogóle wątpić w tego człowieka, a tym bardziej będąc kibicem Manchesteru United. Kto jak nie Jose przełamał w latach dwutysięcznych hegemonię United? Kogo jego Smoki z Porto wykopali z Ligi Mistrzów? Kogo? Chłopców SAFa. Kto dokonał historycznego wyczynu we włoskim footbalu, zdobywając po raz pierwszy potrójną koronę z Interem Mediolan? Czy nie za czasów Special One Real Madryt odzyskał błysk, przełamując dominację FC Barcelony i wprowadzając raz za razem „Królewskich” do półfinałów LM?

Dlatego śmiem twierdzić, że ten człowiek jest właściwą osobą na właściwym miejscu. Łaska kibica jeździ na pstrym koniu, a ludzie mają wyjątkowo krótką pamięć i w życiu i jako kibice. Niestety prawdą jest też to, że jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz, ale tym większą mam pewność, że Jose wróci na należne mu miejsce i jeszcze wielokrotnie jego krytycy nabiorą wody w usta.

United w tym sezonie gra piach. Zgoda, ale ma przebłyski i naprawdę dużo pecha. Moim zdaniem już w tym roku zagrali więcej spotkań na wysokim poziomie, niż za kadencji Moyesa oraz Van Gaala. W krótkim okresie pracy Szkota w „Teatrze Marzeń”, Red Devils wyróżniało się jedynie ilością dośrodkowań w meczach i niczym więcej, a gdyby nie hattrick Robina Van Persiego z Olimpiakosem Pireus, doszłoby do prawdziwej kompromitacji w Lidze Mistrzów.

Następca wystraszonego Moyesa Van Gaal też nie wprowadził Manchesteru na właściwe tory. Czasem zastanawiam się czy głównym błędem Holendra nie było to, że zapomniał o właściwym DNA klubu z Old Trafford. Czerwone Diabły zawsze znane były z ofensywnego footballu, czasem z radosnego. Liczył się atak, szybkie skrzydła i wysoki pressing, a nie granie na zero z tyłu. Louis Van Gaal narzucał zawodnikom typową tiki-takę, setkę podań i kurczowego trzymania się swoich pozycji. Mam wrażenie, że nawet strzały z dystansu zostały surowo zabronione…  Manchester United nigdy nie był FC Barceloną. I nigdy nie powinien się starać, by nią zostać. Tiki-taka to szkoła Blaurgany, w szkółkach Katalończyków od dziecka wpajają zasady grania w ten sposób, transfery też są przeprowadzane pod styl drużyny, a nie odwrotnie. Boleśnie przekonał się o tym Pep Guardiola obejmując maszynę do wygrywania, wspaniałą kapelę Juppa Heynckesa – Bayern Monachium. I co z nią zrobił? Moim zdaniem zepsuł coś, co było kwintesencją piękna footbalu. Siłę dzikiego ataku, szturmu. Kto oglądał demolkę Barcelony przez Bawarczyków ten wie, co miałem na myśli.

Nie dziwi mnie to, że Manchester United zalicza fatalne występy nawet pod batutą Portugalczyka. Trzy bardzo słabe sezony musiały odcisnąć piętno na psychice zawodników, zmienić tego nie mogło wygranie Pucharu Anglii w ostatnim meczu Van Gaala. Po za tym poziom drużyny też pozostawia sporo do życzenia. Bądźmy szczerzy: główni rywale United, no może oprócz Liverpoolu, posiadali większą jakość piłkarską i dopiero przyjście Jose spowodowało napływ zawodników ze światowego topu, bo mimo wszystko nawet transfer Angela Di Marii okazał się dość poważną wpadką, a sam zawodnik potraktował klub z Old Trafford jako krótkotrwały przystanek z Realu Madryt do PSG.

Jose Mourinho odwrócił trendy transferowe na plus. Zarząd United po raz kolejny szastał pieniędzmi bijąc rekord transferowy, pozyskując Paula Pogbę z Juventusu, ale był to zakup niezbędny, chociaż naraził włodarzy na falę kpin z całego świata. Środek pola Czerwonych Diabłów od paru lat opierał się jedynie na genialnym, choć niedocenianym Michaelu Carricku, który dociera do schyłku swojej zawodniczej kariery. Po za nim w pomocy od dawna nie było prawdziwego kreatora gry. Pogba z pewnością rozwiąże ten problem. Widać to po ostatnich meczach United, choćby tym czwartkowym z Feyenordem w Lidze Europy. To samo tyczy się skrzydeł i kolejnego letniego nabytku ManUtd. Ormianina Mychitariana.

Najlepszy zawodnik ostatniego sezonu Bundesligi na pewno wielokrotnie pokaże, że ma papiery na bycie jednym z najlepszych graczy na swojej pozycji w Premier Leauge. Eric Bailly też może okazać się strzałem w dziesiątkę. Młody obrońca wdarł się przebojem do pierwszej jedenastki, zbierał pozytywne opinie i zapewne gdyby nie kontuzja nadal znajdowałby się w wyjściowym składzie. O Zlatanie Ibrahimoviciu nie muszę wspominać. Przyszedł na zasadzie wolnego transferu i okazał się złotym strzałem marketingowym dla podupadającej renomy klubu z czerwonej części Manchesteru. Odgrywa równie ważną rolę dla morale zespołu oraz rozwoju młodzieży United. Jeśli chodzi tylko o sprawy czysto piłkarskie to nie oszukujmy się, „Ibracadabra” do ścisłej światowej czołówki napastników nie należy, ale nie to jest w tej chwili najważniejsze.

Głównym problemem Manchesteru w ostatnich latach zapewne był brak pewności siebie. Ani David Moyes ani Louis Van Gaal nie mogli tego zapewnić. Jose Mourinho i Ibrze uda się to na pewno i nie zamierzam tłumaczyć dlaczego, bo każdy kibic piłki nożnej to wie. To, że United wróci do ścisłej angielskiej czołówki nie ulega wątpliwości. Można martwić się jedynie o powrót na sam szczyt, gdyż konkurencja w Premier Leauge nigdy dotąd nie była, aż tak duża.

City z Gaurdiolą, Chelsea i Conte, Arsenal, Totki i Liverpool Jurgena Kloppa. Wydarzyć może się wszystko…

Odpowiedzi na zadane wcześniej pytania w następnej części artykułu.


  • Źródło: Własne
Share Button

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*